Tytuł: Lud lamparta
Typ: Opowiadanie
Rozdział: Prolog
Tytuł rozdziału: ---
Tematyka: Historia opowiedziana z perspektywy kilku dziewczyn, pół ludzi i pół lamparcic. Ich życie to zdecydowanie nie jest sielanka...
Parring: ---
Zamówienie/Dedykacja: ---
Ostrzeżenia: W całym opowiadaniu możliwe liczne wulgaryzmy, sceny brutalne i sceny +18 (będę ostrzegać w poszczególnych rozdziałach)
Uwagi: Ten prolog pojawił się na osobnym blogu, którego jednak postanowiłam usunąć, w związku z czym, opowiadanie ostatecznie trafiło tutaj.
Autor: Tigraria sk
Yura
Nazywam się Yura i mam trzynaście lat. Pochodzę z Ludu Lamparta, który mieszka na niewielkiej wyspie położonej na Oceanie Spokojnym. Ja i moi pobratymcy przypominamy ludzi. Nie jesteśmy nimi jednak. Przynajmniej nie całkowicie. Tylko w połowie. W drugiej części pochodzimy od lampartów. Tak, dobrze przeczytaliście. Jestem po części lamparcicą i nie wstydzę się tego. Wręcz przeciwnie, uwielbiam to. Mogę przybierać zarówno postać ludzką jak i zwierzęcą, w zależności od potrzeby. Uwielbiam obie formy.
W naszym plemieniu jest 53 samców. To niewiele patrząc na to, że jeszcze kilka lat temu była ich ponad setka. Jeszcze gorzej jest, jeśli chodzi o samice. Nas jest 25, ale tylko trzynaście jest zdolnych do rozmnażania. Ja właśnie wkroczyłam w ten okres. Już niedługo będę miała pierwszą cieczkę. Nie jesteśmy jak zwykłe kobiety, nie istnieje u nas coś takiego jak okres. Ale nie dojrzewamy również tak szybko jak lamparty. A nasza umieralność jest ogromna. Powoli wymieramy. To w nas, samicach, jest nadzieja na utrzymanie gatunku. Nie wiem jednak, czy w ogóle do tego dojdzie. Samce traktują nas jak zabawki. Jak jakieś klacze rozpłodowe. Przedmioty zabawy i zaspokajania potrzeb. Nie zawsze tak było. Kiedyś traktowali nas z należnym nam szacunkiem, wiedząc, że to od nas zależy przetrwanie całego gatunku. W tej chwili jednak, wszystko się zmieniło. Samce nas zastraszają, biją, gwałcą i robią z nami wszystko, na co tylko mają ochotę. Nie mamy siły im się przeciwstawić. Właśnie dlatego, żyjemy jak popychadła. Wykorzystywane i krzywdzone. Nie chcę tak żyć. Nikt nie chce. Ale nie możemy nic z tym zrobić. Właśnie dlatego uciekam. Uciekam, mając nadzieję, że mnie nie znajdą. Wątpię żebym miała aż takie szczęście. Na pewno niedługo zaczną mnie śledzić. I wytropią mnie. To mała wyspa, a ja nie mam się gdzie bezpiecznie ukryć. Ale mam nadzieję. Nadzieję, która osłania mnie przed bólem...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz