Tytuł: "Zawsze będę nad tobą czuwał..."
Typ: One-shot
Tematyka: Miraculous: Biedronka i Czarny Kot
Parring: Ladynoir (BiedronkaxCzarny Kot)
Ostrzeżenia: ---
Uwagi: Niewielka niezgodność z bajką, co wynika z samego parringu, który zawiera ten one-shot. Bo przecież oni jeszcze nie są razem ;)
Autor: Tigraria sk
Miękkie spojrzenie. Piękne, niesamowite zielone oczy. Usta wręcz stworzone do całowania. Rozkoszne, czarne uszka, tak wrażliwe na każdy dotyk. Biedronka westchnęła cicho, patrząc na jego profil. Nie mogła nie zauważyć jaki był przystojny. Zawsze to dostrzegała. Jednak do tej pory, jedynym facetem, na którego zwracała uwagę był Adrien. Jednak ostatnio coś się zmieniło... Od kiedy Kot, uratował jej życie.
Pamiętała to doskonale, jakby to było zaledwie wczoraj, mimo że od tego wydarzenia minęło już kilka tygodni. W dalszym ciągu miała w pamięci chwilę, w której Volpina zabrała jej jo-jo i zepchnęła ją ze szczytu Wieży Eiffla. Pamiętała lot w dół. Słyszała swój własny krzyk. Widziała, powoli zbliżającą się ku niej ziemię. Wiedziała że spadnie. I wiedziała, że tego nie przeżyje. W myślach żegnała się z rodzicami, Alyą, Adrienem i wszystkimi przyjaciółmi. Żałowała, że będzie musiała ich opuścić. Nie chciała tego. Pragnęła zostać z nimi jak najdłużej. Jednak wiedziała, że to był już koniec. Uratowała tylu ludzi. Ale nie była w stanie uratować siebie.
Zamknęła oczy, kilka sekund przed upadkiem. Nie chciała patrzeć, na coraz szybciej przybliżającą się ziemię. Nie chciała, by szary chodnik ulicy był ostatnią rzeczą jaką ujrzy. Przed oczami pojawiła jej się twarz Czarnego Kota. Jeśli teraz zginie, on pozostanie sam. Będzie musiał samodzielnie ratować Paryż. A to było zadanie nie łatwe nawet dla dwóch osób. Nie chciała mu tego robić. Nie chciała go zostawiać samego, z problemami całego miasta. Bez pomocy. Bez wsparcia. Czuła, że go zawiodła. I nie da rady tego naprawić.
- Przepraszam - wyszeptała cicho, a po jej policzkach popłynęły łzy. - Przepraszam cię, Czarny Kocie.
Nagle poczuła, jak ktoś łapie ją w pasie i gwałtownie się zatrzymała. Kiedy otworzyła oczy dostrzegła, iż od ziemi dzieliło ją niecałe pół metra. Zadrżała, zdawszy sobie sprawę, że ledwie przeżyła. Uścisk w pasie się wzmocnił, i Biedronka usłyszała przy uchu cichy szept.
- Nie pozwolę ci odejść tak szybko.
Po plecach przebiegł jej zimny dreszcz. Z ust wydobyło się westchnienie ulgi. Została uratowana. Przez tego nieznośnego, Czarnego Kocura. Obróciła się w jego ramionach i mocno go przytuliła.
- Dziękuję - wyszeptała - Tak bardzo dziękuję.
Kot spojrzał na nią zdumiony, jednak po chwili na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. Pogłaskał Biedronkę lekko po włosach i również mocno ją objął.
- Nigdy nie pozwolę ci odejść. Zawsze będę nad tobą czuwał.
Po tych słowach, postawił dziewczynę ostrożnie na ziemi i ruszył pokonać Volpinę. Biedronka wpatrywała się, jak jego ciało wspina się coraz wyżej i wyżej, aż w końcu niemal niknie jej z oczu. W uszach, nadal rozbrzmiewały jej ostatnie Kocura. "Nigdy nie pozwolę ci odejść. Zawsze będę nad tobą czuwał." Serce Biedronki, zaciążyło jej w piersi, kiedy zdała sobie sprawę z wagi tych słów. Był gotów ją chronić. Zawsze...
- Hej, Biedronsiu... W porządku?
- Co? Aaaa... Tak. Wybacz Czarny Kocie, nieco odleciałam.
- Zauważyłem - odparł ze śmiechem. - Czyżbyś myślała o mnie?
- Chciałbyś Kocurku - odparłam ze śmiechem drapiąc go lekko za uchem, na co z jego gardła wydobyło się cisze mruczenie. Cieszyłam się, iż nie wiedział, że miał rację.
Siedzieliśmy właśnie na dachu jednej z kamienic i podziwialiśmy Paryż nocą. Niedawno zdążyliśmy skończyć codzienny obchód i teraz mieliśmy chwilę dla siebie. Nie wiedziałam co powinnam teraz zrobić. Popatrzyłam na jego twarz, gdy wpatrywał się zamyślony przed siebie. Wyglądał tak spokojnie. Tak łagodnie... Zatonęłam na chwilę w zieleni jego oczu. W tym przeszywającym, niesamowitym spojrzeniu najpiękniejszych na świecie oczu. Odwróciłam wzrok speszona, czując, jak na moich policzkach wykwita krwisty rumieniec i ciesząc się z mroku nocy, który ukrywał moją twarz. Nie wiedziałam co powinnam zrobić. Nigdy wcześniej nie byłam tak przejęta w jego obecności. Jednak teraz, wszystko się zmieniło.
- Muszę już iść - oznajmiłam wstając szybko z dachu i chwytając do ręki jo-jo. Już miałam skoczyć, gdy nagle poczułam jego dłoń, zaciśnięta wokół mojego nadgarstka.
- Zaczekaj chwilę - poprosił cicho poważnym tonem.
Zdumiona, powoli odwróciłam się w stronę Czarnego Kota i przez chwilę, wydawało mi się, jakbym przestała oddychać. Stał bowiem przede mną, z całą swoją dumną postawą. Księżyc oświetlał lekko jego czarny kostium, nadając mu srebrną barwę. A oczy Kota, wpatrywały się tylko we mnie. Ujął moją dłoń i delikatnie przyciągnął mnie do siebie, a ja nie oponowałam, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Objął mnie lekko w talii i przyciągnął mocno do siebie, a drugą ręką ujął moją twarz. Staliśmy tak, ciało obok ciała. Oko w oko. Oddech przemieszany z drugim oddechem. Nie mogąc oderwać od siebie wzroku.
- Nie pamiętasz? - wyszeptał, zakłócając niezwykłą ciszę, która nas otaczała - Przecież już ci mówiłem. Nigdy nie pozwolę ci odejść. Zawsze będę nad tobą czuwał.
Nie byłam w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Światła lekko pobladły. Obrazy straciły ostrość. Wszystkie dźwięki ucichły. A jedyne co pamiętam z tamtej chwili, to moment, w którym nasze wargi złączyły się po raz pierwszy.

